Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Przepraszam wszystkich czytelników tego bloga za tak długą nieobecność. ;)
Wbrew pozorom blog nie jest zawieszony, po prostu autorka miała pewne problemy ze sobą xD Kolejna notka pojawi się w połowie czerwca.
Czekajcie cierpliwie!
5.Tajemnica goni tajemnicę
Mam dla Was nowy, świeżo napisany rozdział ;) Równo sześć stron w Wordzie. Myślę, że będziecie zadowoleni.
A co do poprzedniego rozdziału... Naprawdę nie domyśliliście się od kogo jest karteczka? Wystarczyło zwrócić uwagę na szczegóły ;D Myślałam, że każdy czytelnik się domyśli, ale jednak tak się nie stało. W tym rozdziale już się wszystko zacznie wyjaśniać, więc czytajcie uważnie!
Chciałam też podziękować Alette za to, że wytknęła mi błędy ^^' Zgadzam się z Tobą, że za mało uwagi poświęciłam postaciom drugoplanowym i postaram się to zmienić. Ale jeśli chodzi o miłość Ginny i Harry'ego... Właśnie takiej prostej, prawdziwej miłości brakuje w książkach czy opowiadaniach. Dlatego chyba nie będę nic zmieniać w tej głupiej miłości ;)
Dziękuje za liczne komentarze pod poprzednią notką, przepraszam za błędy (także w tej notce ^^') i zapraszam do czytania.
5.Tajemnica goni tajemnicę
Jasne październikowe słońce wyjrzało zza wzgórz i rozświetliło zachmurzone, jeszcze po wczorajszej burzy, niebo. Promienie skradały się powoli, leniwie do bram Hogwartu, oświetlając po drodze drzewa, rzeki i polany. Lizały tęsknie wzgórza, jakby brak ich widoku przez jedną noc był czymś niewybaczalnym. Pierwsze ptaki zaczynały swój codzienny koncert, pogwizdując miarowo, a inne zwierzęta, jak na rozkaz zaczęły opuszczać swe kryjówki. Na zewnątrz przyroda zaczynała się już budzić do życia, choć w zamku panowała jeszcze grobowa cisza. Zegar wiszący w holu wskazywał piątą trzydzieści dwie, a więc godzinę bardzo wczesną. Uczniowie wszystkich domów pochrapywali jeszcze miarowo w swoich pokojach, śniąc o niebieskich migdałach.
Budzik w dziewczęcym dormitorium, w wieży Gryffindoru zabrzęczał cichutko i już po chwili został uciszony przez jego właścicielkę. Hermiona rozglądnęła się dookoła, sprawdzając czy aby nie zbudziła swoich współlokatorek. Gryfonki jednak nawet nie usłyszały cichego sygnału, jedynie Ryle zaczęła mruczeć coś przez sen, co często się jej zdarzało. Hermiona opadła na swoje łóżko. Była ubrana jeszcze we wczorajsze ubrania, przemoczone do suchej nitki. Tak naprawdę nie przespała tej nocy ani minuty. Czekała na dzwonek budzika, by mieć jakiś pretekst do zwleknięcia się z łóżka. Wstała i na palcach ruszyła do łazienki. Zgarnęła jeszcze po drodze dżinsy i czarną, o rozmiar za dużą bluzkę, zapominając o szkolnej szacie z racji tego, że była sobota. Zamknęła drzwi do łazienki na klucz, ściągnęła z siebie przemoknięte ubranie i stanęła twarzą w twarz ze swoim odbiciem. Jak zwykle miała cienie pod oczami, a także rozmazany tusz i burzę loków na głowie. Na policzkach nie było śladu po wczorajszych łzach, sprawdziła to dokładnie. Deszcz skutecznie się ich pozbył. Dostrzegła jednak coś innego, coś ostatnio niespotykanego na jej twarzy – uśmiech. Jej oczy były dziwnie radosne, a usta układały się w lekki uśmieszek. Rozpierała ją niesamowita energia i po raz pierwszy od dłuższego czasu, Hermiona miała ochotę obudzić się rano i po prostu żyć.
- Merlinie – szepnęła myśląc o tym, co stało się poprzedniego dnia. Zachichotała cicho, a jej policzki zabarwiła czerwień. Wprost nie mogła w to uwierzyć. Znalazła pocieszenie tam, gdzie go się nie spodziewała.
***
Pokój wspólny Slytherinu jak zawsze w sobotni poranek był opustoszały. Młodzi ślizgoni, zmęczeni po piątkowej balandze, która była niemal tradycją, wylegiwali się jeszcze w swoich dormitoriach. Jedynie dwa fotele były zajęte. Siedzieli w nich Blaise Zabini i Draco Malfoy, jak zwykle odizolowani od innych. Zachowywali się tak już od dawna, pokazywali, że są lepsi od innych ślizgonów, ale teraz nie mieli już przy swoim boku wiernych zwolenników, a nie zamierzali werbować nowych. Mimo tego wielu dałoby się pokroić, by poznać choć jeden ich sekret. Oni jednak chronili ich z wielką rozwagą.
Blaise wyciągnął się na swoim fotelu i sięgnął po swój kieliszek z Ognistą. Upił łyk i westchnął.
- Niezła była wczoraj impreza, nie? – powiedział przyglądając się przyjacielowi. Malfoy nawet się nie odezwał, skinął tylko głową, kołysząc kieliszkiem z whisky.
- Ale ty chyba znalazłeś coś lepszego do roboty – stwierdził Zabini. Przez twarz Dracona przemknął ledwo zauważalny cień, jednak nadal został poważny.
- Co masz na myśli? – spytał blondyn, nadal bawiąc się kieliszkiem z resztkami jasnego płynu na dnie.
- Lubisz ją – rzucił ignorując jego pytanie.
- Nie wiem o kim mówisz – mruknął Malfoy, uśmiechając się ironicznie.
- Wiesz, wiesz - Zabini zerknął na książkę, leżącą obok jego kieliszka. Draco od razu wychwycił to spojrzenie – Granger jest inna niż kiedyś, prawda? – spytał lekko.
Malfoy uniósł brwi ze zdziwienia. Nie sądził, że Blaise już wie.
- Być może – odpowiedział lakonicznie i chcąc odwrócić uwagę przyjaciela, sięgnął po wolumin.
- Cholera, Malfoy! – warknął szatyn.
- Jane Eyre, tom drugi – przeczytał tytuł chłopak, nie zważając na Blaise’a – Ciekawe książki czytujesz.
- Nie jest moja – usprawiedliwiał się wściekły Zabini – Należy do pewnej dziewczyny, nawet nie zaglądałem – mówił patrząc z ukosa na Malfoya, który wertował tomik. – A po za tym… To starocie z 1847 r. Kto, by to czytał? – mruknął i odpowiedział sobie w myślach. Jasne, pewna ślizgonka. Bardzo nieprzyjemna ślizgonka. Skrzywił się na samą myśl o niej.
- I nie zaglądałeś, co? – Malfoy uśmiechnął się kpiąco i oddał mu wolumin. Zabini wzruszył ramionami. Może zerknął do niej raz, może dwa razy. Na pewno nie więcej. Na pewno.
- Puchonka, Krukonka…? – wypytywał Draco.
- Ślizgonka.
- A jak się nazywa? – drążył Malfoy, świetnie się bawiąc.
- Nie mam pojęcia – skłamał szatyn, nie zamierzając się przyznawać do tego, jak go potraktowała Julliet, co zapewne Draco, by z niego wyciągnął.
- To dlatego jesteś od wczoraj taki struty…
- A ty coś za wesoły – odgryzł mu się Blaise – I nadal uważam, że ją lubisz – powiedział, a na jego twarz wpełz ironiczny uśmieszek.
- Odczep się – burknął blondyn, dopił w końcu swoje whisky i wstał z fotela – Lepiej zainteresuj się właścicielką książki, a ode mnie się odczep – spojrzał na niego z góry – Swoją drogą dawno nie spotkałeś się z dziewczyną, która cokolwiek czyta – wskazał na „Jane Eyre”.
Powiedziawszy to ruszył w stronę wyjścia.
- I nawzajem! – krzyknął za nim Zabini, uśmiechając się drwiąco. Obydwoje mieli niełatwy orzech do zgryzienia.
***
Lubiła sobotnie popołudnia. Mimo dzielących ich ostatnio kłótni, w sobotę Wielka Trójca Hogwartu spędzała czas razem w pokoju wspólnym Gryffindoru. Zresztą nie tylko oni. W weekendy Gryffindor stawał się ośrodkiem towarzyskim Hogwartu. Przychodzili tu wszyscy zaczynając od Krukonów, a kończąc na Puchonach. Nawet ślizgonów można tu było coraz częściej spotkać. Może to zasługa przytulnego wystroju, rozluźnionej atmosfery, a może pięknych, długonogich Gryfonek? Nikt się nad tym nie zastanawiał, zresztą każdy przychodził tu z innego powodu, a Gryfoni nikomu nie odmówili gościny.
Hermiona uśmiechnęła się do siebie widząc, że Ron przygląda jej się ze zdziwieniem. No tak. Rzeczywiście miała dzisiaj dobry humor, wręcz tryskała energią i chyba już wszyscy zdołali to zauważyć. Harry zamachał rudzielcowi przed oczyma dłonią i ten w końcu się opanował. Zerknął na plansze szachową i wykonał ruch, a Potter jęknął głośno. Wyglądało na to, że znowu wygrywał młody Weasley. Brunetka roześmiała się, a kilka przechodzących obok osób wmurowało, tak jak przed chwilą Rona. Ginny zerknęła na nią znad jakiegoś kolorowego czasopisma i uniosła brwi, lecz zaraz się uśmiechnęła i wróciła do swoich zajęć. Hermiona odwzajemniła uśmiech i rozluźniła się nieco. Zdawało jej się, że relacje z Ginny bardzo się poprawiły, choć rozmawiając z nią, wciąż widziała w oczach rudej coś podejrzanego. Coś, co bardzo młodą Weasley’ównę trapiło od dłuższego czasu. Nieważne, powiedziała sobie i odetchnęła głęboko. Zostawi to w spokoju. Jeśli ma się dowiedzieć co jest grane to i tak się dowie. Prędzej czy później, choć wolała to pierwsze.
Otworzyła trzymaną do tej pory na kolanach książkę i zagłębiła się w lekturze. Nie czytała jednak długo, bo już po chwili poczuła, że kanapa ugina się pod czyimś ciężarem i zerknęła w bok, aby przekonać się, kto ośmielił jej się przeszkodzić. Niemal spadła z sofy, widząc, że przysiadł się do niej, nie kto inny, tylko Draco Malfoy. W ręce trzymał kubek z parującym napojem, zapewne gorącą czekoladą. Postawił go na stole.
- Ducha zobaczyłaś, Granger? – spytał lekko, widząc jej zdziwioną minę. Jak zwykle uśmiechał się drwiąco.
- Hm… - mruknęła przyglądając mu się uważnie. Był ubrany w jasne dżinsy i zwykły, niczym się nie wyróżniający T-shirt. Włosy miał zmierzwione, co ostatnio nie było nowością. Wyglądało na to, że trwale rozstał się z żelem – Chyba nie.
Ślizgon roześmiał się, w skutku czego Hermiona podniosła brwi jeszcze wyżej. Chłopak wziął ze stolika jeden kubek i podał jej.
- Dla mnie? – zdziwiła się, a jej szczęka niemal wylądowała na ziemi.
- Nie, Granger. Przyniosłem specjalnie dla rudego – pokręcił głową, uśmiechając się drwiąco i spojrzał na czerwonego jak burak Rona. Już zauważył kto towarzyszy jego przyjaciółce – Myśl trochę.
- Myślę, myślę… - mruczała, delektując się smakiem gorącej czekolady. Zerknęła na niego z ukosa; siedział nieruchomo, patrząc przed siebie. Zdawało się, że na twarz przyjął maskę obojętności i tylko oczy wyrażały jego prawdziwe uczucia. Widziała w nich tak wiele zmartwień, otoczonych pięknym błękitem nieba. I jeszcze coś podejrzanego, czego nie mogła rozszyfrować. Westchnęła cicho, odłożyła na stolik kubek i książkę. Uśmiechając się lekko, opadła na jego ramię i wtuliła w nie twarz. Zrobiła to odruchowo, ot tak.
Poczuła jak mięśnie ślizgona od razu się napinają. Draco spojrzał na dziewczynę. Był zdziwiony jej zachowaniem. Zesztywniał na chwilę, gdy dotknęła jego skóry, lecz już po chwili się rozluźnił. Z dumnym uśmieszkiem na ustach objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Dziewczyna odetchnęła. A więc się nie wygłupiła.
Byli zdecydowanie dziwną parą i wszyscy przechodzący uczniowie byli w ogromnym szoku widząc ich razem. Malfoy nie pozwolił im jednak na żaden zgryźliwy komentarz, jego miażdżące spojrzenie pozbawiało wszystkich pewności siebie i nie ośmielali się nawet otworzyć ust.
- Słyszałam, że twoi rodzice trafili do Azkabanu – wyszeptała, niemal wprost do jego ucha. Chłopak skrzywił się. Nic nie zauważyła, wciśnięta w jego koszulę. Pachniał tak samo jak wczoraj, nieco odurzający zapach przyprawiał ją o zawrót głowy.
- Chyba każdy o tym słyszał – stwierdził zimno Malfoy – Odkąd „Prorok” się zajął tą sprawą – dodał z goryczą
- Rzeczywiście – przyznała dziewczyna, siląc się na obojętność, choć w środku wszystko w niej buzowało i tańczyło polkę – Hmm… A więc jesteś sam – bardziej stwierdziła niż zapytała.
- Zawsze byłem sam – Hermiona czuła jak jego klatka piersiowa drga, gdy się odzywa. Zarumieniła się lekko. Czuła się strasznie głupio, bo jeszcze nigdy nie leżała na klatce piersiowej u żadnego chłopaka – oczywiście, że Harry się nie liczy – a do tego sama tego chciała, i dlatego też, że ta klatka piersiowa należała do Dracona Malfoya – Rodzice dbali jednak o to, by nikt tego nie dostrzegł.
Głos Malfoya przebił się przez warstwę bzdurnych myśli dziewczyny. Dotarły do niej jego słowa i starała się znaleźć w nich sens, choć to nie było łatwe, biorąc pod uwagę to, że jeszcze przed chwilą znajdowała się na całkiem innej planecie. Zawsze byłem sam, brzmiało jej w głowie.
- A ja nigdy nie byłam sama, aż do… - głos jej zadrżał. Wzięła głęboki wdech, by się opanować – Aż do ich śmierci – dokończyła zdanie w miarę spokojnie.
Draco nie odpowiedział. Milczał akurat wtedy, gdy chciała, by coś powiedział.
- Dlatego nie mogę zrozumieć, jak możesz sobie z tym radzić – parsknęła. Musiała się odezwać, nie zniosłaby ciszy.
- Lata praktyki – odparł lakonicznie i niemal widziała na jego ustach ironiczny uśmiech.
Nie mogła tego dostrzec, bo nos miała wciśnięty w jego koszulę, ale draconowa twarz była poważna, a oczy lśniły chłodem. Nie było na niej najmniejszego śladu uśmiechu. Chłopak przymknął oczy, delektując się ciszą. Sięgnął po dłoń Hermiony i sprawdził czy blizny zostawione przez białą różę, tamtego letniego dnia nadal są na miejscu. Były. Podłużne blade ślady zdobiły jej szczupłą dłoń. Zaczął wodzić po bliznach, delikatnie pieszcząc jej dłonie. Poczuł, jak dziewczyną wstrząsa dreszcz. Uśmiechnął się lekko.
***
A jednak!
Zabini wyszczerzył zęby w uśmiechu patrząc na swojego przyjaciela. Siedział wraz z Hermioną Granger na kanapie i był tak nią zaabsorbowany, że nawet go nie zauważył. Wydawało się, że nie zauważał też tych wszystkich szeptów, rozmów na ich temat i całego zamieszania, które wokół siebie utworzyli. Blaise miał ochotę podejść do niego i powiedzieć, że miał rację co do Granger, ale nie chciał psuć im tej chwili. Mimo, że znajdowali się w pomieszczeniu pełnym ludzi, byli tak bardzo odizolowani, oddzieleni od innych, aż miał wrażenie, że stworzyli sobie swój własny świat i odgrodzili go grubą barierą od rzeczywistości. Trudno było uwierzyć, że to dopiero jedno z ich pierwszych spotkań.
Zabini uśmiechnął się z satysfakcją i wstał z krzesła, na którym siedział. Rzucił jeszcze przelotne spojrzenie na przyjaciół Gryfonki, którzy, o dziwo, nie wydawali się być zdziwieni. No, może wyłączając Weasley’a. On w ogóle nie panował nad swoimi emocjami, które – na nieszczęście – były negatywne.
Minął portret Grubej Damy i ruszył w stronę biblioteki. Wcale nie zamierzał tam iść, chciał zrezygnować z biblioteki i to definitywnie po ostatnim zajściu, ale się przemógł. Sądził, że tylko tam znajdzie właścicielkę „Jane Eyre”. Nawet nie miał ochoty na to spotkanie, ale książka czekała. Zrezygnowany przekroczył próg biblioteki i od razu dostrzegł Julliet Gray siedzącą przy stoliku, nieopodal biurka bibliotekarki. Nie podejdzie do niej sam, co to, to nie. Zadba jednak, by go zauważyła. Przywitał się nieco za głośno – oczywiście niespecjalnie! – ze ślizgonem z piątej klasy, który mało co nie zemdlał z wrażenia, gdy do niego podszedł, a potem usiadł w najdalej położonym stoliku w bibliotece. Z satysfakcją dostrzegł, że ślizgonka go zauważyła. Trwało chwilę zanim podeszła; najpierw rzucała w jego stronę nerwowe spojrzenia, a w końcu, gdy zrozumiała, że nie łapie aluzji z niechęcią wstała i podeszła do niego.
Zabini uśmiechnął się z ironią. Zauważył, że July – jak ją w myślach nazywał – przestępuje ze zdenerwowania, z nogi na nogę. Dziewczyna widząc, że przygląda się jej nogom od razu się opanowała. Zabini uniósł jedną brew do góry i oderwał wzrok od jej butów, a skierował go na twarz. Ładną twarz. Blondynka patrzyła na niego z chęcią mordu, na czole pojawiły się bruzdy, a usta były lekko wydętę.
- Taak? – Blaise z nieco sztucznym znudzeniem zlustrował ją wzrokiem.
- Ehm… - dziewczyna była wyraźnie spięta, a jej słowa nie układały się w zdania – Książka. Wiem, że ją masz – powiedziała rzeczowo.
- I co z tego wynika? – szatyn wyszczerzył się w uśmiechu, a Julliet domyślając się, że to nie będzie krótka rozmowa ze zrezygnowaniem usiadła na krześle, na przeciwko niego.
- To z tego, że jest moja – warknęła – I każdy dżentelmen oddałby mi ją. Najlepiej od razu – naciskała, nerwowo bębniąc paznokciami o blat stołu.
Blaise parsknął śmiechem i przyjął zawadiacką minę.
- Dlaczego mi to mówisz? Przecież twoim zdaniem nie zasługuję na miano dżentelmena – odparł, świetnie się bawiąc – Jesteś prostakiem! – powtórzył jej słowa, naśladując piskliwy ton głosu.
Twarz ślizgonki nawet nie drgnęła, a oczekiwany przez chłopaka uśmiech się nie pojawił.
- Och, wybacz. Mój błąd – syknęła, mrużąc oczy. Odetchnęła głęboko. Przymknęła oczy, a potem je otworzyła i spojrzała na chłopaka całkiem innym wzrokiem. Oczy już nie lśniły zimnem, a raczej strachem – Czytałeś listy? – spytała poddenerwowana.
- Listy? – wyrwało się Blaise'owi. Na chwilę uśmiech znikł z jego twarzy. Zmarszczył brwi i spojrzał na dziewczynę. Jakie, do cholery, listy?
Blondynka widząc, że nie ma pojęcia o co chodzi, energicznie pokręciła głową i wykonała obronny gest.
- Zapomnij – powiedziała błagalnym tonem – Nie ma żadnych listów… Nie ma.
W popłochu wstała z krzesła, niemal je wywracając i szybkim krokiem wyszła z biblioteki, zostawiając Zabiniego samego.
Kolejna scena, przemknęło mu przez myśl. Rozejrzał się po sali, ale tym razem widownia była niewielka. Założył ręce za głowę, lekko się kołysząc na krześle. Kompletnie nie wiedział o co jej chodziło. Listy w książce? Książka to przecież tylko stos kartek…
- Cholera – przeklnął cicho. Domyślił się i właśnie tego bała się Julliet. Zerwał się z krzesła i jak najszybciej wybiegł na korytarz.
***
Ginny zamknęła „Czarownicę” – kolorowe czasopismo, które prenumerowała – i spojrzała ze złością na Rona. Chłopak już jakieś piętnaście minut krążył po pokoju, nie dając jej spokojnie czytać. Wydawało się, że wystarczyłby jeden impuls, a wszystkie emocje, które chłopak próbuje ukryć – dodajmy, że nieudolnie – zamienią się w setki ostrych i raniących słów.
Leżała na łóżku Harry’ego, w dormitorium chłopców i już od jakiegoś czasu miała ochotę uderzyć brata w głowę. Przynajmniej, by się zatrzymał. Może i nie padłby na podłogę, ale by się zatrzymał. Wybraniec gdzieś się ulotnił i zostawił ją z Ronem sam na sam, co okazało się być długimi, bardzo długimi minutami ciszy.
- Stój – poleciła, a Ron, o dziwo, jak na zawołanie się zatrzymał. Usta miał wykrzywione w grymasie, a na czole pojawiły się bruzdy.
- Czego? – warknął niezbyt miło.
- Bo naprawdę wolałabym, żebyś nie zrobił dziury w podłodze – burknęła mało pomysłowo.
Ron westchnął i oparł się o kominek.
- Cholera – przeklnął, krzywiąc się jeszcze bardziej niż wcześniej.
- Uspokój się. Twoje humory nic nie zmienią – powiedziała, odkładając na szafkę nocną gazetę.
- Jak możesz tak mówić? – krzyknął – Jak on może…? Jak, no jak?!
- Normalnie – Ginny wzruszyła ramionami, udając obojętność. W głębi duszy też zdziwiło ją to, jak postępował i bardzo się martwiła, ale nie zamierzała tego pokazać bratu. Stwierdziłby, że jest po jego stronie, a nie było tak w stu procentach.
- I nie przejmujesz się? – nie mógł uwierzyć chłopak – A co z liścikiem? Do jasnej cholery, czy on nie może napisać nigdy nic więcej?
Wyjął z kieszeni pomiętą karteczkę i rzucił nią w siostrę.
- Ała – syknęła, choć nawet nie poczuła draśnięcia. Mógłby być bardziej delikatny. Wzięła do ręki skrawek papieru i chyba po raz setny odczytała po cichu treść wiadomości. Znała już ją na pamięć.
- Szpieg – Weasley zacytował z pamięci wiadomość – Co to ma być? Chyba tyle się sami domyśliliśmy!
- Spokojnie – westchnęła ruda – Harry ma się z nim spotkać…
- Za TYDZIEŃ! – wtrącił Ron, gotując się ze złości – Czy naprawdę ma tak daleko? A może nie ma terminu wolnego? Ginny, pomyśl! Och, nie, przepraszam. Ma teraz nowe zajęcie: ma JĄ.
- Realizuje zadanie – odparła dziewczyna.
- I mówisz to z takim spokojem? – prychnął chłopak – Nie wiem, jak on może tak postępować.
Opadł bez sił na fotel i ukrył twarz w dłoniach.
- Kiedy ona się dowie… - zaczął, ale nie miał nawet ochoty kończyć – Wolę o tym nie myśleć.
- To nie myśl – Ginny przerwała mu beznamiętnie – Zajął się zadaniem. I sam jej to wyjaśni w odpowiednim czasie.
Chłopak prychnął.
- W odpowiednim czasie – przedrzeźniał ją.
- Ron… On na pewno nie skrzywdzi Hermiony – zapewniła go siostra – McGonagal mu zaufała, Zakon też i nie waż się niszczyć ich planu. W Hogwarcie jest ktoś, kto tylko czeka na to, byśmy się od siebie odwrócili i właśnie wtedy zaatakuje. Nie możemy do tego dopuścić – powiedziała rozkazującym tonem. Wstała z łóżka i podeszła do okna – To wszystko wygląda tak spokojnie – mówiła patrząc na błonia – Tylko my wiemy, że koszmar się jeszcze nie skończył. Musimy zrobić wszystko, aby ochronić Hermionę przed Śmierciożercami…
- To dlatego musieliśmy zaufać jednemu z nich? – przerwał jej rozeźlony chłopak.
- Malfoy nie jest już Śmierciożercą, dobrze o tym wiesz – syknęła, mrużąc oczy. Czy Ron naprawdę tego nie rozumiał? Musiała mu to podzielić na sylaby, albo lepiej – przeliterować?
- Nie wierzę mu i dziwię się, że Zakon tak łatwo dał się nabrać – burknął chłopak – Będzie tak samo jak ze Snape’m. Śmierciożerca na zawsze pozostaje Śmierciożercą.
- A skąd wiesz jak było ze Snape’m? – rozzłościła się, tracąc nad sobą kontrolę. Były nauczyciel eliksirów pokazał Harry’emu swoje wspomnienia, opowiedział historię swojego życia, a Wybraniec przekazał ją jej. Tylko oni ją znali i denerwowało ją, kiedy ktoś źle mówił o tym człowieku. Przeszedł on naprawdę długą drogę, aby pozyskać zaufanie członków Zakonu Feniksa i nigdy się nie poddał – Wiesz co, Ron? – syknęła – Udajesz, że obchodzi cię los Hermiony, ale tak naprawdę denerwuje cię to, że to nie ty dostałeś to zadanie i to, że Hermiona z własnej woli się z nim spotkała. Jesteś po prostu zazdrosny. Narzucasz wszystkim swoje racje i sądzisz, że będziemy to znosić! Powiem ci coś… - odwróciła się w jego stronę i posłała mu mordercze spojrzenie – Na moją pomoc już nie możesz liczyć.
Ron milczał, oszołomiony wypowiedzią siostry. Ginny kręcąc głową opuściła pokój, głośno trzaskając drzwiami.
***
„Jane Eyre” leżała na stoliku w pokoju Blaise’a Zabiniego, tuż obok łóżka. Chłopak wziął ją do ręki i obejrzał ze wszystkich stron. Cienka oprawa i nieco ponad dwieście stron. Zmrużył oczy, by odczytać autora – nazwisko było wypisane malutkimi literami. Przekartkował książkę, ale nie znalazł nic pomiędzy stronami.
- Więc chyba miałem racje – stwierdził. Wyciągnął książkę na długość swojej ręki przed siebie, a w wolną dłoń pochwycił różdżkę. Wycelował w wolumin, skupił się i wyszeptał formułkę zaklęcia. Jasny promyk światła wystrzelił z różdżki i trafił w okładkę tomiku. W tej samej chwili kartki książki zamieniły się w koperty, które rozsypały się po podłodze.
Uśmiechnął się lekko i za pomocą jednego machnięcia różdżki uporządkował koperty w niewielki stosik.
- Świetne zaklęcie maskujące – mruknął do siebie, lekko się uśmiechając. Wziął do ręki jedną kopertę i sprawdził nadawcę: - Karol Vincenty Gray – przeczytał po cichu. Dzięki magii sprawdził też wszystkie inne listy w ciągu kilku sekund. Wszystkie były od tego samego mężczyzny. Zmarszczył brwi i otworzył pierwszą kopertę. Przez chwilę się zawahał, ale w końcu się przemógł i wyciągnął list. Odetchnął głęboko i zaczął czytać.
Powtarzał sobie co chwila, że nie powinien. Że to naruszenie prywatności Julliet, ale jego sumienie schowało się gdzieś w zakamarkach duszy i wcale nie reagowało na te myśli.
Chcesz być informowany? Wpisz się do Księgi.
erin. 28/02/2010 13:04:23 [
Powrót]
Powiesz coś?
Strasznie spodobało mi się twoje opowiadanie :) przeczytałam od początku do końca i muszę się przyznać że na kolejny rozdział czekam z utęsknieniem :))
bez podpisu 24/04/2010 20:02:33
http://scully.blog4u.pl/ IP: zalogowany
Strasznie spodobało mi się twoje opowiadanie :) przeczytałam od początku do końca i muszę się przyznać że na kolejny rozdział czekam z utęsknieniem :))
Scully 24/04/2010 20:01:12
http://Scully.id.joe.pl/ IP: zalogowany
Super!!! dawno nie czytalam takiej świetnej i wciągającej notki!! Ni emogę się doczekać nexta
Samantha 19/04/2010 05:26:15
brak www IP: 83.31.215.4
Zapraszam na nową notkę ;)
Megan Malfoy 8/04/2010 18:54:26
http://zakazani-a-przeznaczeni.blog4u.pl IP: zalogowany
Wreszcie mam czas na nadrobienie zaległości...
i co? Błędy?
Jasne, październikowe słońce wyjrzało zza wzgórz i rozświetliło zachmurzone
Alette 19/03/2010 17:16:56
http://hippeastrum.blog4u.pl IP: zalogowany
Oooo cieszę sie , że mi o tym blogu pofinromowałas :) Od razu mi sie spodobał keidy przeczytałam rozdział :) Bardzo ciekawei piszesz :) Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)
Angie 7/03/2010 14:18:51
brak www IP: 89.77.88.243
Tytuł po prostu idealnie dopasowany. Tylko czemu Hermiona się tak szybko zeszła z Draco? Jak dla mnie o wiele za szybko potoczyłaś tą akcję.
Najbardziej ciekawi mnie, kim takim jest Hermiona, że trzeba ją chronić ;). Czekam na dalsze części i jak zwykle życzę dużo weny i wolnego czasu przeznaczonego na pisanie :).
Ayame. 1/03/2010 16:48:07
brak www IP: 83.9.32.80
Lecę czytać.
Ayame. 1/03/2010 16:19:26
brak www IP: 83.9.32.80