Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Przepraszam wszystkich czytelników tego bloga za tak długą nieobecność. ;)
Wbrew pozorom blog nie jest zawieszony, po prostu autorka miała pewne problemy ze sobą xD Kolejna notka pojawi się w połowie czerwca.
Czekajcie cierpliwie!
4.Aby znaleźć miłośc nie należy pukać do każdych drzwi, bo kiedy nadejdzie właściwa pora pojawi się ona sama, zapuka do drzwi naszych serc
W końcu zebrałam się w sobie i o to jest!
Rozdział czwarty w końcu napisany. Nie powiem, że było łatwo, jednak się udało.
Notka z dedykacją dla wszystkich nieszczęśliwie zakochanych. Może to banalne, ale trudno jest być niczym dla osoby, dla której chce się być wszystkim... ;)
Miłej lektury.
4.Aby znaleźć miłośc nie należy pukać do każdych drzwi, bo kiedy nadejdzie właściwa pora pojawi się ona sama, zapuka do drzwi naszych serc
Stąpała jak najciszej mogła po marmurowej posadzce, choć jej obcasy wcale jej w tym nie pomagały. Każdemu krokowi dziewczyny towarzyszyło ciche ich stuknięcie. W lochach było ciemno i zimno, a w miarę jak zapuszczała się dalej, coraz bardziej się bała. Tak naprawdę nie wiedziała czego. Po prostu jej wspomnienia związane z lochami i lekcjami eliksirów nie były najlepsze. Zmrużyła oczy i szła po omacku, gdy ciemności okryły mgłą pozostałości światła. Nie chciała wyciągać różdżki, żeby Malfoy jej nie zauważył, choć zaklęcie „lumos” bardzo by się jej przydało. Właściwie nie miała pojęcia dlaczego za nim poszła i dlaczego się ukrywała. Mogła przecież po prostu go dogonić i porozmawiać, choć rozmowa ze ślizgonem mogła, a nawet musiała być niemiła. Pewnie już dawno zgubiłaby się klucząc po tych korytarzach, ale dzięki odgłosowi kroków chłopaka, nie traciła orientacji. Szła i szła, a droga wydawała się nie mieć końca. Już miała zamiar zawrócić, bała się iść dalej, ale nagle nastała zupełna cisza – nie słyszała już ani kroków Malfoya, ani niczego innego. Ciarki przeszły po jej plecach, a z ust wydobyło się ciche westchnienie. Zatrzymała się i kompletnie nie wiedziała co ma zrobić. Otaczały ją nieprzeniknione ciemności. Nie widziała nawet własnej ręki, gdy ją wyciągnęła przed siebie. Bała się głośniej oddychać, by przypadkiem jej nie usłyszał. Nie mogła ani iść do przodu, ani się cofnąć. Nawet najcichszy szelest, najmniej nieoczekiwany odgłos mógł ją zdradzić. Chciała coś zrobić, ale jej nogi jakby wrosły w ziemię. Oddech przyśpieszył, a serce już chciało wyskoczyć z piersi. Jeszcze chwila, a tak by się stało, ale wtedy dziewczyna usłyszała znajome stukanie butów o posadzkę. Miała już odetchnąć z ulgą – może jej nie zauważył? – ale wtedy zrozumiała, że Malfoy zmienił kierunek i idzie w jej stronę! „Wiej, idiotko, wiej!”, krzyczała w duchu, ale strach sparaliżował jej kończyny. Kto jak kto, ale ona miała powody, by się go bać. Świetnie to ukrywała od pierwszych miesięcy nauki w Hogwarcie, ale teraz nie mogła nad swoim lękiem zapanować. Nigdy też nie była na tyle głupia, by go śledzić i - co gorsza! – zostać zauważoną. Malfoy był już blisko, każdy jego krok odbijał się echem w jej głowie. Zacisnęła powieki, a także pięści, by choć trochę opanować drżenie swojego ciała. A wtedy chłopak złapał ją za nadgarstek i nawet nie zwalniając kroku, pociągnął brutalnie za sobą. Dziewczyna, by się nie przewrócić starała się dotrzymać mu kroku, choć to nie było wcale łatwe. Malfoy szedł szybko, o wiele za szybko jak dla niej.
- Puszczaj, Malfoy! – pokrzykiwała, ale chłopak w ogóle na jej słowa nie reagował. Uśmiechał się tylko, co mogła sobie raczej tylko wyobrazić, a nie zobaczyć.
Chciała stawić mu jakikolwiek opór, chciała żeby się zatrzymał, ale wiedziała, że i tak nic z tego nie będzie. Szli w ciszy, ale gdy tylko przez pierwsze otwarte okienko wpadła odrobina światła -co oślepiło już przyzwyczajoną do mroku Hermionę – Dracon w końcu się odezwał.
- Jesteś głupia, Granger – stwierdził sucho. Na jego ustach jak zwykle gościł ten irytujący, drażniący i niepoprawny uśmieszek, nadając jego twarzy nieco rozbawienia i nieco pogardy. Hermiona poczuła bijący od niego chłód i dostrzegła to denerwujące opanowanie. Wydawało jej się, że jego twarz nigdy nie była opanowana przez żadne głębsze uczucie, wykluczając gniew – Jak zwykle pchasz się w nie swoje sprawy! I to w dodatku moje sprawy, Granger!
Dziewczyna już niemal biegła, bo chłopak szedł jeszcze szybciej niż chwilę wcześniej.
- W nic się nie pcham, Malfoy – syknęła obużona jego wypowiedzią i bezradnością, bowiem za nic nie mogła się wyswobodzić z jego silnego uścisku – To ty nie widzisz nic poza czubkiem swojego nosa i…
- I trafiłaś tu przypadkiem, hę? – prychnął rozbawiony jej upartością – Nie ma to jak przechadzka po lochach… I to podczas lekcji!
- A żebyś wiedział… - burknęła Hermiona – Właściwie to co ja cię interesuję? Czemu nie zostawisz mnie w końcu w spokoju?! – krzyknęła rozdzierając ciszę. Jej głos odbił się od ścian i jak echo powrócił do Malfoya.
- Proszę bardzo – odpowiedział chłodno i puścił ją rękę nie zwalniając kroku. Zdezorientowaną dziewczynę zostawił samą za sobą. Szedł i nawet się nie odwrócił, żeby zobaczyć czy stoi tam, gdzie miała stać. Hermiona patrzyła jak odchodzi, na jej skórze pojawiła się gęsia skórka. Musiała go dogonić, inaczej by się zgubiła. Cała czerwona ze złości ruszyła za ślizgonem. Ten słysząc jej kroki zwolnił nieco i czekał, aż dziewczyna zrówna się z nim. Kroczyli w ciszy przez ciemne lochy. Hermiona spojrzała na jego twarz. Miał przymknięte oczy, jakby znał drogę na pamięć i oczywiście uśmiechał się lekko. Ręce wsadził do kieszeni.
- Co jest, Granger? – odezwał się – Przecież spełniłem twoje życzenie…
Dziewczyna zagryzła wargę ze złości, ale nie odpowiedziała ani słowem. Nie poszła za nim po to, by rozmawiać o takich sprawach. Dręczyły ją inne pytania, które chciała mu zadać. Teraz, gdy była z nim sam na sam wydawał się bardziej naturalny, niż w towarzystwie swojej świty.
- Byłeś tam – zaczęła – Wtedy, gdy toczyła się ta walka…
- Czyżby? – wtrącił chłopak z ironią – Nie przypominam sobie.
- Nie rób ze mnie idiotki, Malfoy – syknęła marszcząc brwi – Dobrze wiem co widziałam! – dziewczyna czekała aż zaprzeczy, ale on nie skomentował jej słów, więc kontynuowała – Nadal jesteś Śmierciożercą? – pytanie wydawało jej się na tyle bezpośrednie, by choć na chwilę zbić chłopaka z pantykułu, ale na jego twarzy nie pojawiła się ani jedna oznaka zdziwienia.
Malfoy zerknął na nią spod przymkniętych powiek. „Jaka ona jest naiwna!”, śmiał się w duszy. „Czy naprawdę sądzi, że odpowiem zgodnie z prawdą? Że powiem jej wszystko tak, jak było? W jakim świecie ona żyje?”
- Wiesz co, Granger? – rzucił udając, że nie słyszał jej poprzednich słów. Dziewczyna spojrzała na niego oczekując wyjaśnień, ale usłyszała zgoła inne słowa – Naprawdę nie musisz wszystkim pokazywać, jak bardzo cierpisz – powiedział chłopak poważnie.
- Nie odpowiedziałeś na pytanie – mruknęła wymijająco, starając się nie pokazać ślizgonowi, że trafił w sedno. Niby chciała, by nikt nie wtrącał się do jej spraw, ale tak naprawdę pragnęła, by ktoś powiedział jej prawdę o niej samej, a nie pocieszał.
- Każdy doskonale wie, co przeżywasz, a pokazując to tylko utrudniasz sytuację – kontynuował, dobrze wiedząc, że rozmawiają na dwa, skrajnie różne tematy – Niedługo wywrócisz do góry nogami cały Hogwart przez te twoje szlochanie po kątach.
- Nadal nie odpowiedziałeś na pytanie – przerwała mu twardo Granger.
- A czy naprawdę chcesz znać odpowiedź? – odpowiedział pytaniem.
Zatrzymał się, a dziewczyna zrobiła to samo. Hermiona dostrzegła na końcu korytarza schody. Doszli już do miejsca, gdzie rozpoczęli wędrówkę przez ciemne korytarze.
- Jesteś za słaba Granger, by zrozumieć to wszystko i stawić temu czoła – odezwał się, przyciągając tym samym jej uwagę. Jego słowa miały pozornie związek z tematem, o którym mówili, ale dziewczynie wydawało się, że mają jakiś głębszy sens. Mówił o czymś innym, o czym nie wiedziała, albo raczej nie powinna nic wiedzieć. Nie miała pojęcia co oznacza „to wszystko”. Spojrzała w jego oczy. Jak zwykle były zimne, pozbawione jakichkolwiek ludzkich uczuć. Tym razem miały barwę burzowego nieba, tuż przed ulewą. Po chwili opuściła głowę zawstydzona, a on zostawił ją samą i ruszył przed siebie ku wyjściu z lochów. Tym razem już go nie goniła, patrzyła jedynie jak odchodzi. Znała już drogę. On ją jej wskazał.
***
Zabini jęknął głośno, gdy bibliotekarka przyniosła mu książki, które miały mu pomóc w napisaniu wyparacowania z eliksirów. Były to trzy grube tomiska, nie nadające się – jego zdaniem – do przeczytania. Kobieta zmarszczyła brwi i spojrzała na niego groźnie spod grubych szkieł okularów. Blaise prychnął tylko, a gdy odeszła na odpowiednią odległość, pokręcił głową z niedowiarzaniem. „To dopiero początek roku!”, pomyślał ze zgrozą. „Początek roku, ludzie!”.
Odchylił się lekko na krześle i spojrzał na książki jeszcze raz z większej odległości. Wcale nie wyglądały lepiej. Jęknął po raz kolejny i sięgnął po jedną z nich. „Proste, przydatne, na każdą okazję – eliksiry, które przyrządzisz sam”, głosił tytuł.
- Dobre sobie – burknął pod nosem, nie zauważając, że na przeciwko niego pojawia się blondwłosa dziewczyna. Dopiero, gdy odsuwane przez nią krzesło zaskrzypiało podniósł głowę. Spojrzał na nią, zaczynając od niebieskich oczu, a kończąc na długich nogach. Była ślizgonką, o czym świadczył zielono – szary krawat. Uśmiechnął sie krzywo, nie mając nic przeciwko temu, by oderwać sie od zadania i pogawędzić z nią przez chwilę, a może dłużej. Czekał, aż się uśmiechnie, czy zagada, ale ona otworzyła książkę i nie zwracając nawet na niego uwagi zagłębiła się w lekturze. Mina mu zrzedła. Chciał już sam zacząć rozmowę, ale dziewczyna pierwsza zauważyła, że jej się przygląda i zamknęła książkę, zaznaczając miejsce, gdzie skończyła czytać świstkiem pergaminu.
- Coś nie tak? – mruknęła wbijając w niego przenikliwe spojrzenie. Jej niebieskie oczy patrzyły bysto, przeszywająco.
- Ze mną wszystko w porządku – Zabini uśmiechnął się ironicznie, a na czole dziewczyny pojawiła się mała bruzda. Już miała powrócić do czytania, ale głos chłopaka znów zwrócił jej uwagę – Jesteś nowa? – spytał chcąc jak najdłużej podtrzymać rozmowę.
Blondynka westchnęła cierpiętniczo, jakby rozmowa ze ślizgonem była dla niej nie lada wysiłkiem, ale potwierdziła skinięciem głową.
- Julliet Grey – przedstawiła się i wyciągnęła w jego stronę dłoń. Chłopak ujął ją i delikatnie musnął ustami. Dziewczyna nie wydawała się być z tego faktu zadowolona. Mruknęła coś pod nosem o „tanich chwytach”, ale potem zamilkła.
- Ja nazywam się Blaise Zabini – chłopak uśmiechnął się czarująco, ale na niej jego uśmiech nie zrobił wrażenia.
- Przeniosłam się tutaj z Francji – przerwała mu uprzedzając jego kolejne pytanie, które miał zadać – Uczyłam się w Beauxbatons.
- Stąd ten akcent – Zabini wyszczerzył zęby w uśmiechu, dziewczyna jednak nadal została poważna – Słyszałem, że Olimpia Maxime to niezła suka – stwierdził, myśląc, że ją rozbawi, ale osiągnął odwrotny efekt.
Wydawało mu się, że z twarzy dziewczyny najpierw odpływa cała krew, czyniąc ją bladą jak ściana, a po zaledwie kilku sekundach powraca i barwi jej policzki czerwienią.
- To świetna czarownica – syknęła Julliet marszcząc brwi. Jej twarz nabrała jeszcze bardziej surowego wyrazu. Przypominała Blaise’owi profesor McGonagal, kiedy to zapomni zadania lub pomyli zaklęcia – Jedynie prostacy, którzy nie mają pojęcia o dobrych manierach mogą uważać ją za osobę bezwartościową – powiedziała dobitnie i na tyle głośno, by usłyszeli ją wszyscy znajdujący się w bibliotece. Wstała ze swojego krzesła i spojrzała na niego z góry – A ja z takimi osobami, do których z pewnością się zaliczasz nie zwykłam rozmawiać – powiedziawszy to odwróciła się na pięcie i wymaszerowała z biblioteki.
Blaise także wstał i kopnął ze złością nogę krzesła. Rozejrzał się po bibliotece. Wszyscy podśmiewujący się uczniowie pod wpływem jego wzroku od razu wrócili do swoich zajęć.
- Cholera jasna! – przeklnął Zabini, ledwo mogąc nad sobą zapanować. Nigdy żadna dziewczyna go tak nie upokorzyła. I to publicznie!
- Wszystko w porządku, panie Zabini? – usłyszał obok siebie cyniczny głos bibliotekarki. Odwrócił się w jej stronę i jedyne na co miał ochotę, to ją skutecznie uciszyć. Wystarczyłoby jedno zaklęcie i nie odezwałaby się już ani słowem. Sięgnął do kieszeni po różdżkę, ale w końcu się opanował.
- Oczywiście, proszę pani – odparł zamiast tego z grymasem złości na twarzy. Rzucił jej wściekłe spojrzenie i ruszył ku wyjściu
– Panie Blaise! – zawołała kobieta. Chłopak nie miał na to ochoty, ale zatrzymał się i obejrzał w jej stronę.
- Tak? – syknął.
- Ta przemiła panienka zostawiła książkę – bibliotekarka wskazała na średniej grubości tomik leżący na stole. Blaise miał wrażenie, że sprawiło kobiecie ogromną przyjemność nazwanie jej „przemiłą”, po tym, jak go potraktowała – Mógłby pan ją jej przekazać?
Chłopak obrzucił bibliotekarkę zimnym spojrzeniem, ale podszedł do stolika i wziął książkę, nie spoglądając nawet na tytuł. I ruszył w stronę drzwi, tym razem już nie oglądając się na nikogo.
- Miłego dnia, panie Zabini! – usłyszał jeszcze za sobą głos tej cholernej kobiety. Nie miał już siły zareagować, miała szczęście. Chciał tylko wyjść i zapanowac nad swoimi emocjami. Już dawno nikt nie doprowadził go do takiego stanu!
***
Pokój wspólny Gryffindoru, jak co wieczór był zapełniony zmęczonymi nauką uczniami. Gdzie się nie spojrzało, można było zobaczyć grupki śmiejących się gryfonów, krukonów i puchonów, obściskujące się pary lub grających w szachy przyjaciół. Harry, Ron, Ginny i Hermiona siedzieli przy stoliku w kącie sali rozmawiając. Ginny siedziała wtulona w Harry’ego, Ron jak zwykle posyłał im rozeźlone spojrzenia, a Hermiona zajmująca miejsce obok niego, nieco się odsunęła. Miała już dosyć zachowania przyjaciela. Przecież nie miał już pięciu lat! Mógł, a raczej powinien zaakceptować to, co łączyło jego siostrę z Wybrańcem.
- Przepraszam was za moje zachowanie… – mówiła obserwując twarze swoich przyjaciół.
- Nie przepraszaj! – przerwał jej Harry wesoło nim skończyła zdanie, jakby zadowolony z faktu, że jego przyjaciółka w końcu pozbierała się w garść – To normalne, że musiałaś odpocząć… To wszystko po prostu cię przerosło.
- Wiem… - dziewczyna spuściła głowę i wpatrzyła się w swoje kolana – I właśnie dlatego jest mi tak głupio… Dałam emocjom zapanować nad sobą. Nie powinnam.
- Och, Hermi – Ginny przysiadła się do niej i objęła ją ramieniem – Jest wiele rzeczy, na które nie ma się wpływu… A ta na sto procent do nich należy. Naprawdę jest okej.
- Teraz tak – Hermiona odgarnęła kosmyk włosów ze swojej twarzy – Ktoś stanowczo mi uświadomił, że to co robię jest żałosne – przyjaciele wbili w nią swe spojrzenia, na moment wstrzymując oddechy. Czy był ktoś, kto potrafił z nią normalnie porozmawiać? Przecież nawet im się to nie udawało. Nie mieli pojęcia, jak wielki popełniali błąd nazywając jej rozmowę z Malfoyem „normalną” – I miał całkowitą rację – kontynuowała - Nawet nie przypuszczałam, że akurat ta osoba mi tak bardzo pomoże…
Po jej słowach zapadła cisza. Każdy z jej trzech przyjaciół chciał zadać pytanie: „Kto to?”, ale nikt się nie odważył. Czekali aż sama to wyjaśni, ale ona milczała.
- Dobrze, że wróciłaś – odparła Ginny, nie zamierzając dopuścić do tego, by niewygodne pytania znów ich ze sobą skłóciły – Bardzo nam cię brakowało.
Hermiona uśmiechnęła się radośnie i z całych sił chciała pokazać, że podziela zdanie przyjaciółki. Mimo tego, że gdzieś tam, w głębi duszy wciąż cierpiała.
- Mi was też – wyszeptała.
- Muszę ci wszystko opowiedzieć! – pisnęła Weasley, szybko zapominając o dziwnym zachowaniu Granger – Tyle się działo!
- No nie wiem… - Hermiona wyswobodziła się z jej uścisku – Może później. Teraz muszę się przewietrzyć. Pójdę chyba na spacer – dodała patrząc za okno. Krople deszczu spływały po śliskim szkle, tworząc na nim przeróżne wzory.
- Jasne – Ginny odsunęła się trochę, umożliwiając jej tym samym wstanie z kanapy – Spacer dobrze ci zrobi. Tylko weź parasol! Strasznie pada!
Hermiona uśmiechnęła się tylko w odpowiedzi, bo nie zamierzała już się wracać do dormitorium i pomachała do milczącego Harry’ego i skrzywionego Rona. Potter wyglądał na zamyślonego. Pewnie chciał się dowiedzieć, o kim mówiła. Gdy dziewczyna oddaliła się na sporą odległość od nich, zobaczyła, że podchodzi do nich mały, prawdopodobnie pierwszo- lub drugoklasista ze Slytherinu. Wręczył Harry’emu jakąś karteczkę nie mówiąc ani słowa, a kiedy odszedł do Wybrańca od razu dosiedli się Ron i Ginny. Chyba zaczęli rozszyfrowywać treść listu. Widziała jak po przeczytaniu wiadomości twarz Ginny staje się biała jak kreda, tak samo jak twarz Rona. Nie miała już jednak ochoty się wracać. Przypuszczała, że przyjaciele i tak by ją okłamali. Doskonale wiedziała, że coś przed nią ukrywają, ale posłuchała rady Malfoya i postanowiła, że zostawi to w spokoju. Przynajmniej na razie. I tak przysporzyła im wiele zmartwień, a teraz chciała wreszcie odpocząć, odstresować się.
Otworzyła wielkie, mosiężne drzwi i wyszła na korytarz. Pierwszą osobą, którą zauważyła był chłopiec ze Slytherinu, stojący przy drzwiach. Był to dokładnie ten sam ślizgon, który kilka minut wcześniej wręczył Harry’emu jakąś karteczkę. Chłopiec bez słowa podszedł do niej i wcisnął do ręki świstek pergaminu, tak jak to zrobił chwilę wcześniej w przypadku Wybrańca. Zrobiwszy to odszedł szybkim krokiem w stronę schodów, a potem zniknął jej z oczu. Dziewczyna nie wiele myśląc rozwinęła pergamin, na którym zapisane było tylko jedno słowo: „błonia”. Hermiona oderwała wzrok od zawijastych liter i jak zachipnotyzowana ruszyła korytarzem ku wyjściu ze szkoły. Wielki zegar wiszący nad wyjściem wybił dziesiątą, a więc godzinę, po której – według szkolnego regulaminu –powinna znaleźć się w swoim dormitorium. Jednak nie obchodził jej w tej chwili regulamin. Jedyne co się dla niej liczyło, to zobaczenie nadawcy liściku. „To niemożliwe, żeby to był on!”, myślała, choć miała taką nadzieję. Nie mogła zapanować nad tym silnym uczuciem, które zagnieździło się w jej sercu. „A jeśli to on?”, myślała coraz bardziej podekscytowana.
Wybiegła ze szkoły, tylko w dżinsach i cienkiej, rozciągnietej do granic możliwości, spranej bluzie i od razu odczuła chłód panujący na zewnątrz. Deszcz, który z każdą minutą nabierał na sile moczył jej ubrania, a włosy przyklejały jej się do twarzy. Nie zważała jednak na to. Szła i szła przed siebie, żeby w końcu zobaczyć jakąś postać. Sylwetka, zapewne chłopaka zamajaczyła jej przed oczami. Stał tyłem do niej. Ruszyła w jego stronę, drżąc lekko z zimna. Gdy dzieliło ją już tylko kilka kroków od niego, zatrzymała się. Oddychała ciężko, jakby przebiegła maraton i wydawało jej się, że nie ma siły ani odwagi iść dalej. Chłopak, który przed nią stał był ubrany w niebieskie dżinsy i czarną kurtkę. Na głowie miał kaptur, więc nie mogła wywnioskować kim jest. W końcu odwrócił się w jej stronę i zobaczyła twarz, którą oczekiwała.
Draco zobaczył przed sobą przemokniętą do suchej nitki dziewczynę, wpatrzoną w niego i oczekującą, by coś powiedział. Słowa, które miał przygotowane ugrzęzły w jego gardle. Niewiele myśląc zdjął z siebie kurtkę, podszedł do niej i zarzucił ją jej na ramiona. Hermiona Granger wyglądała w niej przekomicznie. Była na nią o wiele za duża, a gdy założył na jej głowę kaptur w ogóle nie mógł jej w niej rozpoznać. Dziewczyna nadal trzęsła się okropnie. Uśmiechnął się rozbawiony jej wyglądem i objął ją mocno. Hermiona przez chwilę nie wiedziała co zrobić, ale w końcu odwzajemniła uścisk. Wczepiła się kurczowo w jego ramiona i zaczęła szlochać. Nie miała takiego zamiaru, ale w jego ramionach poczuła się tak… Bezpieczna, bardzo bezpieczna. Miała wrażenie, że może teraz zapomnieć o wszystkich innych ludziach, zmartwieniach i jedynie wtulić się w jego ramiona i płakać. Łzy same wylewały się z jej oczu, jakby było ich o wiele za dużo. Nie przejmowała się, że chłopak ją usłyszy, że dostrzeże jej słabości. Po prostu płakała. Draco uniósł brwi ze zdziwienia. Niespodziewny obrót sytuacji wytrącił go z równowagi. Czy naprawdę trzymał w ramionach Hermionę Granger? Tą twardą, pyskatą gryfonkę gotową nawet wymierzyć mu policzek?
Westchnął cicho, przeklinając się w myślach. Miał jej dzisiaj powiedzieć całą prawdę. Wyjaśnić sytuację, choć wiedział, że nie będzie to dla niej miła rozmowa, ale tak naprawdę go to nie obchodziło. Dopiero teraz zrozumiał, jak bardzo dziewczyna była zraniona i – czego się po sobie w ogóle nie spodziewał – po prostu nie potrafił jej powiedzieć tego, co zamierzał i zadać jej jeszcze więcej bólu, dodać zmartwień. Teraz, gdy trzymał ją w ramionach wydawała mu się być taka bezbronna, krucha. Dostrzegł w końcu ogrom jej cierpienia i zrozumiał wszystkie obawy tych, którym na niej zależało. Przymknął oczy i zaczął gładzić ją delikatnie po plecach. Poczuł jak po ciele dziewczyny przechodzi silny drzeszcz. Uśmiechnął się mimo woli.
Łzy Hermiony mieszały się z kroplami deszczu, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów na jej policzkach. Dziewczyna czuła, jak wraz z łzami wypływają na świat wszystkie jej troski i zmartwienia. Nie bała się, że ktoś ją zobaczy. Był tylko on. I choć nie miała ku temu żadnych powodów, ufała mu. Ufała mu bardziej niż jakiejkolwiek innej osobie na świecie. Wiedziała, że tylko jemu pozwoliła zajrzeć w głąb siebie. Zobaczył to wszystko, co ukrywała lub raczej starała się ukryć. Jedna rozmowa z nim sprawiła, że dziewczyna dostrzegła swoje błędy i znalazła siłę, by sobie z nimi poradzić.
- Rozumiem cię, Granger – wyszeptał jej do ucha. Jego głos po raz pierwszy wydawał się taki szczery, bez ukrytych podtekstów, bez cynizmu. Po raz pierwszy Draco Malfoy był szczery.
Chcesz być informowany? Wpisz się do Księgi.
erin. 30/01/2010 23:08:53 [
Powrót]
Powiesz coś?
hejka :) kiedy ukarze się nowa notka ? kurcze no jestem ciekawa co się dale wydarzy :) chciałam też również powiedzieć, że u mnie nowa notka www.zycie-przemija-z-wiatrem-historia-nicole.blog.onet.pl nie wiem może Cię już kiedyś informowałam...
Pozdrawiam :)
Nicole 28/02/2010 12:08:26
brak www IP: 89.78.80.90
Zapraszam na nową notkę na www.zakazani-a-przeznaczeni.blog4u.pl ;)
Megan Malfoy 24/02/2010 15:00:44
http://zakazani-a-przeznaczeni.blog4u.pl IP: zalogowany
Heyo, u mnie nowa notka ;***
Zapraszam :)
Vivienne A. Shellwood 21/02/2010 22:51:31
brak www IP: 95.41.205.21
No cóż... Może i faktycznie pokazałam go z trochę innej strony niż się tego oczekuje, aczkolwiek cechy, które wymieniłaś pokazywał światu. W moim opowiadaniu był sam ze sobą i trzeba o tym pamiętać ;P W książkach Rowling był zazwyczaj pokazywany z perspektywy innych, więc tak naprawdę nie wiemy jaki był, gdy nikt go nie widział. Poza tym z tego, co wiemy stać go było też na łzy i strach, co i u mnie się pojawiło :)
Sądzę jednak, że od II rozdziału przejdę do właściwej akcji - bo jak już zauważyłaś na razie zajmuję się przedstawieniem postaci - więc Draco będzie widziany znów z innej strony...
Oczywiście bardzo dziękuję za komentarz :)
Pozdrawiam, Viv.
Vivienne A. Shellwood 15/02/2010 14:09:50
http://close-your-eyes.wjo.pl IP: zalogowany
Hey, u mnie nowa notka! Zapraszam ;*
Vivienne A. Shellwood 15/02/2010 00:34:57
http://close-your-eyes.wjo.pl IP: zalogowany
Wiesz, może i masz rację, aczkolwiek mi wulgaryzmy po prostu same w sobie niezbyt pasują, do tematyki HP. Takie jakieś głupie uprzedzenie ;]
Poza tym dziękuję za komentarz u mnie ;*
Pozdrawiam, Viv.
Vivienne A. Shellwood 13/02/2010 17:51:54
http://close-your-eyes.wjo.pl IP: zalogowany
No, no, no. Powiem szczerze, że mnie zaciekawiłaś. Masz bardzo jasny, przejrzysty styl pisania, co bardzo sobie cenię. Uderzyło mnie jednak słówko 'suka', w wypowiedzi Zabiniego, które całkowicie popsuło mi wrażenie estetyki tekstu. Niestety jestem uczulona na wulgaryzmy, ale rozumiem, że ten tutaj miał po prostu zwrócić uwagę na jego prostactwo...
Mimo wszystko gratuluję udanego rozdziału.
Zapraszam do siebie, ja również piszę opowiadanie HP.
Pozdrawiam.
Vivienne A. Shellwood 12/02/2010 20:03:45
http://close-your-eyes.wjo.pl IP: zalogowany
Hej, Twojego bloga przeczytałam dość szybko i zainteresował mnie, chciałam Cię też poinformować, że dodałam Twoje bloga do linek :)
www.zycie-przemija-z-wiatrem-historia-nicole.blog.onet.pl
Pozdrawiam i czekam na następną notkę :)
Nicole 7/02/2010 14:06:40
brak www IP: 89.78.80.90
U mnie nowa notka... zapraszam
Alette 3/02/2010 13:26:09
brak www IP: 89.239.115.43
Rozdział ciekawy. Zastanawiam się co to za karteczka... :> Hm...
Mam jednak kilka zastrzeżeń. Wiem, że jest to fifek Dramiona itede ale moim zdaniem postacie drugoplanowe nie mogą być bezbarwne. W twoim opowiadaniu takie są. Piszę o tym, ponieważ potrafisz zrobić dobre postacie np. Draco. Miłość Harry'ego i Ginny jest taka normalna, że aż głupia. W ogóle w przypadku postaci drugoplanowych nie przekraczasz granic, które wyznaczyła ci książka (np. złość Rona na siostrę). Pamiętaj, że czasami te z pozoru nieistotne postaci decydują o zainteresowaniu.
Podobają mi się opisy. Tworzysz niesamowity klimat. Pozazdrościć.
Czekam na notkę - Alcia
Alette 2/02/2010 10:54:01
brak www IP: 89.239.115.43
Podstrona:
*1* /
2